Pozwolę sto razy przegrać...


 
Spinamy się. Z dobrej woli, bo przecież chcemy jak najlepiej. Marzymy o szczęściu, dostatku i powodzeniu. Nie naszym, my sobie poradzimy, swoje doświadczyliśmy… Ale każdego dnia walczymy, czasami jak lwy, o nowe umiejętności naszego dziecka. To jest fajne. Aktywne rodzicielstwo jest fajne!


Ale…



Przyjdzie taki etap, że coś się nie uda. Dziecko nie pójdzie utartym schematem. Nie będzie to naj… Wśród rówieśników będzie odstawało. Będzie się wyróżniało. Będzie chciało inaczej. Po swojemu. Z dala od innych. Może wcale nie będzie brać udziału w przedstawieniu, nie zechce recytować wierszy, a nawet wziąć klocka z podsuwanego woreczka. Gdy ja pełna optymizmu i nadziei zaprowadzę dziecko na basen, bo przecież dziecko pani K. tak pięknie pływa, nurkuje i nigdy nie ma dość…, a to tak genialnie wypływa na rozwój, motorykę i co tam jeszcze.  Ono powie nie. Gdy moje fantastyczne dziecko będzie brało udział w zawodach i mimo kibicowania, najlepszego sprzętu zajmie ostatnie miejsce, bo to po prostu nie jego dziedzina, wtedy co? Czy pozwolę mu nie być w pierwszej piątce? Oby!

Dzieci idealne.



Są w sieci. I w sercach mam. Każde dziecko jest cudowne i najważniejsze, żeby pozwolić mu być sobą. Teraz dużo zależy ode mnie, to ja podsuwam zabawki, książeczki, nawet warunkuję tryb dnia i życia w całokształcie. Cieszą mnie jej postępy, nawet niewątpliwa sympatia do książek, ale wcale nie musi tak być.  To nie jedyny słuszny kierunek. Chcę, żeby Hana wiedziała że wcale nie musi być we wszystkim naj…, będę wspierać jej decyzje, marzenia, nawet te jednorazowe. Bo jak inaczej znajdzie swoją drogę? Pozwolę jej grać o marzenia, przegrywać, tylko po to aby w końcowym rozliczeniu wygrała siebie.


 




0 komentarze:

Prześlij komentarz

Serdecznie dziękuję za zostawienie komentarza, jeżeli chcesz się ze mną skontaktować, napisz jusssi@interia.pl

podczytuję