Wywiad z Krystyną Mirek (Jabłoniowy sad)

Fot. Mietek Małek

Czy Krystyna Mirek prawi sobie komplementy? Czy pozwala sobie na uśmiech do lustra i życzliwe słowo?



Kiedyś miałam sporo różnych kompleksów, jak wiele młodych dziewczyn. Stawiałam sobie też wysokie wymagania, którym często nie mogłam sprostać i frustrowałam się z tego powodu. Dzisiaj już tak nie robię. Polubiłam siebie, to jak wyglądam i kim jestem. Już się nie biczuję z powodu niedoskonałości. Komplementów do lustra sobie wprawdzie nie prawię :), ale staram się być dobra i troskliwa nie tylko w stosunku do innych, ale też dla siebie samej.



 Czy zdarzyło się, że któraś z czytelniczek rozpoznała panią "na ulicy"? Czy dziesiąta książka to już etap rozpoznawalności czy wciąż czuje się pani anonimowo?


W szerszych kręgach jestem raczej anonimowa i lubię to. Wolałabym, żeby ten status się nie zmienił.  Ale czasem czuję w sklepie, czy w innym publicznym miejscu, że ktoś mi się czujnie przygląda, bo wie, kim jestem. Parę razy zostałam zapytana o plany na kolejne opowieści. Ale to są drobiazgi. Wiodę zupełnie zwyczajne życie :)


A tak między nami kobietami, ma pani czasami ochotę na dwutygodniową "awarię małżeńską"? Jak spędziłaby pani dwa tygodnie bez rodziny?


Dwa tygodnie to za dużo. Z doświadczenia wiem, że wytrzymuję bez rodziny maksymalnie dwa dni. W takim czasie mogę odpocząć, cieszyć się jakimś ładnym miejscem, jeśli wyjeżdżam. Ale trzeciego dnia dopada mnie tęsknota i chcę wracać.
Czasem, kiedy jestem zmęczona, robię sobie taki reset. Zostawiam męża z całym domowym majdanem i wyjeżdżam na weekend. Jakiejś wielkiej awarii nie ma, choć zabawne sytuacje się zdarzają. Sprzedawcy pizzy i parówek obserwują znaczy wzrost obrotów :) Ale generalnie rodzina sobie radzi. Wszyscy u nas mają obowiązki, więc wiedzą, jak funkcjonuje domowa codzienność. Ale każdy ma też prawo do odpoczynku i chwili dla siebie. Także mama :)


Saga Jabłoniowy sad grzeje swoim ciepłem, czytając wyobrażałam sobie że podobna atmosfera panuje w pani domu. Czy tak rzeczywiście jest?


Staram się nie opierać akcji książek na własnych przeżyciach, ale rzecz jasna autor zawsze, pisząc książkę, w taki czy inny sposób mówi o sobie. Rodzina rzeczywiście jest dla mnie ważna. Jako mała dziewczynka marzyłam o tym, że będę mieć kiedyś prawdziwy, dobry, szczęśliwy dom, męża, dzieci, ogród. To się udało.
Ale nie żyję w jakieś sielance. Jesteśmy zwyczajną rodziną. Kłócimy się, czasem ogniście (to głównie ja), mamy problemy, popełniamy błędy. Tylko tzw. cichych dni u nas nie ma, bo wszyscy są gadułami :) Nawet mąż, milczący z natury, w ciągu ostatnich  lat znacznie się zmienił w tym względzie :)


 Czy pisanie kilkutomowej sagi było dla pani wyzwaniem? Czy to trudniejsze niż pojedynczy tytuł?

Tak pisanie tej sagi, to jak do tej pory było moje najtrudniejsze zadanie. Nie wiem, dlaczego, bo długo się do tego projektu przygotowywałam, wszystko było dobrze przemyślane, zanim zaczęłam pisać. A jednak kolejne wersje pierwszego tomu lądowały w koszu. Drugi był trochę łatwiejszy. Mniej się opierałam na rozumie, więcej na intuicji i to chyba dobra droga, bo choć pierwszy tom miał bardzo dobre recenzje, to od dnia premiery słyszę głosy, że drugi jest lepszy.
 
Trzecia część będzie w związku z tym również płynąć mocniej z serca niż głowy :)

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Serdecznie dziękuję za zostawienie komentarza, jeżeli chcesz się ze mną skontaktować, napisz jusssi@interia.pl

podczytuję